Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 kwietnia 2015

Szczęście w służbie zdrowia?

Spotykam się od jakiegoś czasu z całą masą artykułów z dziedziny psychologii pozytywnej z których wynika między innymi, że osoby szczęśliwe cieszą się lepszym zdrowiem niż osoby mniej szczęśliwe- czy wręcz nieszczęśliwe. Psychologia pozytywna nie do końca leży w tematyce tego bloga, ale zdrowie jak najbardziej tak.

Zapraszam do lektury.


Znalezione obrazy dla zapytania smiley face


Szczęście w służbie zdrowia?

Jak się okazuje, nie tylko wysiłek fizyczny, zdrowe odżywianie- dbanie o swoją fizyczność w ogóle, jest dobre dla Twojego zdrowia. To jak bardzo jesteś szczęśliwy ma również duże znaczenie dla Twojej fizyczności. Niektórych to może wcale nie zdziwić, innych wręcz przeciwnie. Można w tym miejscu byłoby się zastanowić czy jeśli masz jakieś problemy ze zdrowiem, nie wynika to przypadkiem z kondycji psychicznej? To rzuca zupełnie inne światło na całą sprawę i zmusza do zastanowienia.

Nie chciałbym sprowadzać szczęścia jedynie do zdrowia, bo szczęście jest czymś więcej, czymś czego tak na prawdę każdy chce i czymś co jest bardzo indywidualne dla każdej osoby. Tematyka tego bloga skłania mnie jednak do zajęcia się tematem od strony wpływu szczęścia na zdrowie- dodatkowo zastanów się czego w pierwszej kolejności życzysz przy okazji różnych uroczystości, np. urodzin?

W pierwszej kolejności trzeba spróbować opisać czym jest szczęście w ogóle? Uprzedzam, że nie jetem psychologiem ani znawcą filozofii. Myślę, że każdy intuicyjnie rozumie czym jest szczęście i nie potrzeba żadnych "naukowych" czy słownikowych definicji szczęścia żeby można zrozumieć czym ono jest. Uważa się, że szczęście jest połączeniem tego jak bardzo jesteś zadowolony ze swojego życia i tego jak dobrze czujesz się na co dzień.

Odrobina statystyki na początek. Uważa się, że znaczna cześć z tego jak bardzo jesteśmy szczęśliwi wynika z genów, które odziedziczyliśmy od naszych przodków. Naukowcy zgodnie twierdzą, że 40% tego jak bardzo szczęśliwy jesteś wynika z genów. Oznacza to, że nie masz wpływu na te 40%, bo odziedziczyłeś je od rodziców i jeśli Twoje geny nie należą do "zestawu genów szczęśliwych", to 40% Twojego szczęścia można uznać za wartość stałą, niezmienną, koniec kropka. Inna obserwacja badaczy dostarcza zaskakujących informacji na temat tego co wpływa na to jak bardzo jesteś szczęśliwy. Myślę, że zaskoczy Cię fakt, że okoliczności w jakich się znajdujesz determinują jedynie 10% ogólnego poziomu szczęścia- to całkiem niewiele biorąc pod uwagę to nasze samopoczucie w różnych okolicznościach niezależnych od nas samych które wydają się katastrofalne w chwili kiedy ich doświadczamy. Jest to całkowicie sprzeczne z powszechnie przyjętym przekonaniem, które mówi, że za szczęście w największej mierze odpowiadają okoliczności w jakich się znajdujemy. Dzieje się ta dlatego, że człowiek jest zdolny do przystosowywania się do każdych warunków. Przywykamy do dobrego tak samo jak przywykamy do złego. Chciałbym dodać, że czytałem o osobach, które w wyniku wypadku straciły nogi i zostały zmuszone do poruszania się na wózku inwalidzkim do końca swojego życia. Zmierzono ich poziom szczęścia zaraz po wypadku- nie będzie żadnym zaskoczeniem, że poziom ich szczęścia i samopoczucia był- delikatnie mówiąc, bardzo niski. Po upływie kilkunastu miesięcy powtórzono badanie w którym zapytano ich o samopoczucie ponownie. Jak się okazało, poziom szczęścia u osób poszkodowanych w wypadku był bardzo zbliżony do poziomu szczęścia osób pełnosprawnych znajdujących się w podobnym otoczeniu. Wskazuje to na fakt, że kiedy osoby, które ucierpiały w wypadku w którym straciły nogi pogodziły się z tym, że już do końca życia będą poruszały się na wózku inwalidzkim, ich poziom szczęścia powrócił do poziomu z przed wypadku. Potwierdza to przypuszczenia psychologów, które mówią o tym, że poziom szczęścia jest dziedziczny i stały. Dobrą wiadomością jest, że skoro 40% zależy od genów, 10% od okoliczności, to pozostałe 50% zależy tylko od Ciebie. Niezależnie od tego czy jesteś z natury bardziej lub mniej szczęśliwy, trochę wysiłku z Twojej strony może zmienić sposób w jaki patrzysz na otaczający świat, czyniąc Cię szczęśliwszym. Szczęście jest zatem umiejętnością, a umiejętności jak wszystkie inne można trenować i stawać się w nich lepszym- na miarę swoich predyspozycji rzecz jasna (czytaj genów).

Pamiętaj, że to co naprawdę się liczy to szczęście w perspektywie długoterminowej- nie liczy się zwiększanie swojego krótkoterminowego szczęścia. Dlaczego o tym napisałem? Nie chcę żebyś odebrał wszystko co tu przeczytasz w taki sposób, że teraz może robić wszystko na co masz ochotę bez żadnych konsekwencji- zjem to super kaloryczne ciasto choć nie powinienem bo przecież chodzi o moje szczęście. Chwilowe przyjemności- takie jak picie na umór (dla niektórych jest to przyjemność), jedzenie co popadnie kiedy tylko najdzie Cię ochotą itp., nie przyniosą szczęścia w dłuższej perspektywie. Powiem więcej, psychologowie nazwali coś co nazywa się hedonistyczna adaptacja, która nie sprawia, że folgowanie sobie za każdym razem kiedy najdzie Cię ochota zawsze będzie sprawiać, że będziesz szczęśliwy. Przywykamy do rzeczy czynności lub czegokolwiek innego co się powtarza, w wyniku czego przestają nas cieszyć po jakimś czasie. Przypomnij sobie jak kupiłeś sobie nowy samochód albo smartfona? Pamiętasz jak cieszył Cię na początku? A jak jest teraz? Czy odczuwasz takie same emocje w stosunku do nowego nabytku jak wtedy kiedy go kupiłeś? Prawdopodobnie nie- i to jest właśnie hedonistyczna adaptacja.

To co interesuje nas tutaj najbardziej, to wpływ szczęścia na ogólny stan zdrowia. Jak zaobserwowano, ludzie szczęśliwi są bardziej skłonni do stosowania i trzymania się diet, mają lepszą odporność immunologiczną, szybciej wracają do zdrowia po urazach i chorobach, mają mniejsze ryzyko zachorowania na choroby układy naczyniowo-krążeniowego oraz żyją dłużej.

Jak sam widzisz, obserwacje osób zajmujących się na co dzień psychologią pozytywną dostarczają interesujących faktów, które mogą pozytywnie wpłynąć na Twoje zdrowie i życie. Kwestie tego jak być bardziej szczęśliwym pozostawiam Tobie- to nie jest poradnik pozytywnego myślenia, który wskaże Ci właściwe metody do tego żebyś był bardziej szczęśliwym człowiekiem. Sam wiesz najlepiej co sprawia, że jesteś szczęśliwy- rób to po swojemu i wtedy zrobisz to najlepiej. Z tego wpisu pamiętaj tylko tyle, że to jak bardzo jesteś szczęśliwy w 50% zależy od Ciebie samego. Jak w treningu- nie ma wymówek! Do roboty!

Koks i Moc!

poniedziałek, 23 marca 2015

Olej rzepakowy

W ostatnim wpisie mogłeś przeczytać o oleju lnianym. Pomyślałem, że będę kontynuował serię dotyczącą zamienników oliwy z oliwek, która choć dobra i zdrowa, nie jest jedynym olejem, który warto mieć w kuchni. Uważam, że nasze rodzime oleje są dla nas Polaków po prostu lepsze- z punktu widzenia przyzwyczajenia naszych organizmów.

Zapraszam do lektury.

Olej rzepakowy

 


 

Całe zamieszanie z olejem rzepakowym w głównej mierze wynika z tego, że kiedyś do produkcji rzepaku używano szkodliwy dla zdrowia kwas erukowy, który jak udowodniono w badaniach przeprowadzanych w głównej mierze na szczurach, powodował uszkodzenia mięśnia sercowego. W tym miejscu trzeba powiedzieć, że w Polsce od ponad 20 lat uprawiany jest jedynie rzepak bezerukowy. Jak podaje podręcznik dla studentów farmacji, zawartość kwasu erukowego w oleju rzepakowym wynosi zaledwie 2%. Warto wspomnieć, że rzepak z którego tłoczy się olej jest uszlachetniony, nie modyfikowany w sztuczny sposób, który powinien budzić wątpliwości i obawy. Temat zawartości szkodliwego kwasu erukowego w oleju rzepakowym uznaję za zamknięty.

Nasze organizmy do prawidłowego funkcjonowania potrzebują kwasów Omega-6 i Omega-3, których sami sobie nie jesteśmy w stanie wytworzyć. Oznacza to, że musimy te kwasy dostarczyć organizmowi w pożywieniu. Olej rzepakowy jest bogatym źródłem obu tych kwasów. Warto dodać, że w pożywieniu mamy nadmiar kwasów Omega-6 w stosunku do Omega-3. Utrzymanie właściwej proporcji poprzez regulacje ilości spożywanych pokarmów nie należy do najłatwiejszych zadań- trzymanie się ustalonych makroskładników w ciągu dnia i do tego jeszcze dbanie o właściwy stosunek kwasów tłuszczowych w całości spożywanych tłuszczy? Ciężka sprawa. Właściwy stosunek kwasów tłuszczowych Omega-6 do Omega-3 wynosi 2:1 i występuje właśnie w oleju rzepakowym. Biorąc pod uwagę zachowanie właściwych proporcji, żaden inny olej nie dorównuje rzepakowemu. Warto o tym pamiętać.


To nie koniec korzyści, które daje spożywanie oleju rzepakowego. Olej rzepakowy zawiera kwas oleinowy, który obniża zawartości złego cholesterolu w stosunku do dobrego. Kwas oleinowy stanowi 62% zawartości oleju rzepakowego. Zawiera również bogate źródło witaminy A, E, K i D2 która w organizmie przekształca się w D3. Co więcej, olej rzepakowy ma najwięcej witaminy E z pośród dostępnych na rynku olejów roślinnych.

Typowy rozkład (który może się różnic w zależności producenta) kwasów zawartych w oleju rzepakowym to:
  • kwasy nasycone 7%,
  • kwasy jednonienasycone 62%,
  • kwasy wielonienasycone 28%, z kwasami Omega-6 i Omega-3 w stosunku 2:1.
Jeśli gotujesz, to na pewno zainteresuje Cię informacja, że olej rzepakowy świetnie nadaje się do gotowania. Temperatura dymienia oleju rzepakowego jest wysoka i wynosi 232.2 C. Świetnie nadaje się do smażenia na głębokim oleju (które tak na marginesie stanowczo odradzam).

Jaki olej rzepakowy nadaje się najlepiej?

To zależy. Jeśli masz zamiar na nim smażyć, wtedy nie potrzebujesz nierafinowanego tłoczonego na zimno. Możesz wtedy kupić najtańszy jaki jest dostępny w najbliższym sklepie. Jeśli jednak zależy Ci na bogactwie wartości odżywczych zawartych i pełnym wachlarzu korzyści, wtedy najlepszym wyborem będzie ten tłoczony na zimno, nierafinowany. Nierafinowany czyli nie oczyszczony- łatwo rozpoznasz po kolorze i przejrzystości. Różnica w cenie jest zauważalna, ale chciałbym dodać, że olej rzepakowy jest stosunkowo tani. W porównaniu chociażby z oliwą z oliwek, różnica cenowa jest nawet kilkukrotna. Jeśli jesteś ograniczony budżetem, olej rzepakowy jest świetnym  rozwiązaniem.

Jeśli do tej pory nie przywiązywałeś większej wagi do oleju którego używasz, pamiętaj o starym dobrym oleju rzepakowym następnym razem jak będziesz na zakupach.

Koks i Moc!

środa, 3 grudnia 2014

Kulturystyka naturalna- ostatni tydzień przygotowań

W ostatnim wpisie zakończyłem tłumaczenie części dotyczącej zaleceń co do popularnych suplementów diety stosowanych przez kulturystów naturalnych przygotowujących się do zawodów. Niniejszy wpis będzie dotyczył ostatniego tygodnia przygotowań, który może być kluczowy.

Zapraszam do lektury.


Ostatni tydzień przygotowań

W celu zwiększenia obwodów mięśni i poprawy ich wyglądu poprzez zmniejszenie ilości wody podskórnej, wielu kulturystów przyjmuje różne strategie polegające na manipulowaniu spożyciem płynów, elektrolitów i węglowodanów- zwłaszcza w ostatnich dniach i godzinach przed zawodami. Wpływ manipulowania elektrolitami oraz wpływ odwodnienia na wygląd mięśni nie został przebadany pod kątem bezpieczeństwa. Można jednak przypuszczać, że jest to niebezpieczne dla zdrowia. Dodatkowo, odwadnianie może zauważalnie pogorszyć wygląd, zważywszy na to, że woda nie występuje jedynie w warstwie podskórnej. Znaczna jej część występuje w układzie naczyniowym. Tak więc, powszechnie stosowana praktyka "napompowywania się" aby zwiększyć rozmiar i definicję mięśni poprzez zwiększenie przepływu krwi na skutek wykonywania dużej ilości powtórzeń małym ciężarem przed wejściem na scenę, w wyniku odwodnienia lub zaburzenia równowagi elektrolitowej może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Ponadto, celowe stosowanie odwadniania zmniejsza całkowite nawodnienie organizmu. Znaczna część mięśni składa się z wody, dlatego odwodnienie zmniejszając poziom wody w mięśniach może skutkować zmniejszeniem wielkości mięśnia, co może mieć negatywny wpływ na wygląd muskulatury.

W ostatnich dniach przed pokazem, kulturyści często stosują metodę "ładowania węglowodanów", tak jak wśród sportowców wytrzymałościowych, co ma skutkować podniesieniem poziomu glikogenu w mięśniach i tym samym zwiększenia masy mięśniowej. Istnieje tylko jedno badanie w którym zmierzono efekty stosowania tej praktyki, które nie wykazało znaczącej zmiany w obwodzie mięśni. Warto dodać, że badani stosowali dietę izokaloryczną, gdzie podczas jego przeprowadzenia zmniejszono udział samych węglowodanów. Jeśli zmniejszając ilość spożywanych węglowodanów, zwiększono by tym samym ilość kalorii, to mogłoby się okazać, że poziom glikogenu w mięśniach zwiększył się, co zmieniłoby wyniki badania. Ponadto, w przeciwieństwie do osób biorących udział w tym badaniu, kulturyści, którzy stosują bardzo restrykcyjne diety w trakcie przygotowań do pokazu, które polegają na obniżeniu ilości spożywanych kalorii, w momencie zastosowania metody "ładowania" węglowodanami, mogliby doświadczyć zupełnie innych efektów. Co więcej, wygląd kulturystów jest poddawany subiektywnej ocenie, zatem sama analiza obwodów mięśnia może nie dawać przewagi w stosunku do innych subtelnych zmian na które sędziowie zwracają uwagę. Niektórzy kulturyści zmieniają ilość spożywanych węglowodanów w trakcie "ładowania"- zależnie od wizualnych efektów wywołanych stosowaniem różnych ilości. Jeśli dostarczone węglowodany nie wpływają na zwiększenie mięśni, wtedy zwiększana jest ich ilość. Tak więc spożywanie stałej ilości węglowodanów może nie dokładnie odzwierciedlać dynamicznego charakteru metody polegającej na "ładowaniu" węglowodanów.

W badaniu w którym przyglądnięto się zmianom wynikającym z metody "ładowania" węglowodanami, u badanych zaobserwowano wzrost w obwodzie bicepsa o 4.9% w ostatnim dniu przed zawodami, w porównaniu do wielkości na sześć tygodni przed pokazem. Trudno jest jednoznacznie stwierdzić czy było to spowodowane samym zwiększeniem poziomu glikogenu w mięśniach. Jest mało prawdopodobne, że było to wywołane przyrostem masy mięśniowej, ponieważ ostatnie tygodnie przygotowań charakteryzują się często zmniejszeniem, a nie zwiększeniem suchej masy mięśniowej. Badania, które zostaną przeprowadzone w przyszłości powinny wziąć pod uwagę ten fakt, oraz oprzeć się na analizie jakościowej, w której wzięte pod uwagę zostaną zmiany wizualne relatywnie do różnego udziału węglowodanów i spożycia kalorii w diecie.

Na chwilę obecną nie można jednoznacznie stwierdzić, czy odwodnienie i manipulacja elektrolitami poprawia wygląd mięśni. Wiadomo jednak, że stosowanie tych praktyk jest niebezpieczne i może wpłynąć na pogorszenie stanu zdrowia. Nie wiadomo również czy stosowanie metody "ładowania" węglowodanów ma wpływ na poprawę wyglądu mięśni, a jeśli ma, to jaki? Zalecenie niektórych badaczy dotyczące zwiększenia ilości węglowodanów w diecie w ostatnich tygodniach przygotowań do zawodów z włączeniem metody "ładowania" węglowodanów, może mieć korzystny wpływ. Można również przeprowadzić próbę zastosowania metody "ładowania" węglowodanów, kiedy zawodnik osiągnie poziom tkanki tłuszczowej zbliżony do pożądanego, a następnie dostosować metodę do indywidualnych potrzeb w celu wypracowania najbardziej korzystnej strategii. Należy jednak pamiętać, że tydzień spędzony na eksperymentowaniu ze zwiększaniem ilości spożywanych kalorii i zwiększanie udziału węglowodanów w diecie, może spowolnić proces spalania tkanki tłuszczowej, dlatego dobrze jest zaplanować takie eksperymenty z odpowiednim wyprzedzeniem.


KONIEC


Myślę, że nawet jeśli nie jesteś zawodowym kulturystą i nie masz zamiaru brać udziału w zawodach, to zawsze możesz znaleźć coś dla siebie co wykorzystasz w celu poprawienia swojego wyglądu. Jeśli w chwili obecnej jesteś w "trybie masowym" i za cel postawiłeś sobie "wyglądać dobrze na plaży na wakacje", to możesz zastosować się do kilku zaleceń w celu poprawienia wyglądu. Powiedzmy sobie szczerze- ćwiczysz po to żeby dobrze wyglądać, a nie szybciej i dłużej przewalać węgiel łopatą. No chyba, że jest inaczej, to wtedy możesz całkowicie zignorować sprawy dotyczące poprawienia wyglądu i skupić się jedynie na zwiększaniu siły.

Następny wpis będzie ostatnim z serii "Kulturystyka Naturalna". W kolejnej części dowiesz się jaki wpływ na zdrowie psychiczne może mieć stosowanie bardzo restrykcyjnych diet przez dłuższy okres czasu. Osobiście nie spotkałem się z takimi zaleceniami i uważam, że temat może być ciekawy.

Powyższy tekst jest tłumaczeniem własnym.

Tekst źródłowy: Helms ER, Aragon AA, Fitschen PJ, Evidence-based recommendations for natural bodybuilding contest preparation: nutrition and supplementation.

Jeżeli znalazłeś błąd, lub uważasz, że coś mogłoby być przetłumaczone lepiej- napisz do mnie proszę. Każda uwaga mile widziana.

Zachęcam do śledzenia bloga.

Koks i Moc!

środa, 15 października 2014

Wisienka na torcie, która nie jest wisienką

Jakiś czas temu pisałem o kosztach wygody związanych z przyjmowaniem do wiadomości wszystkiego co się przeczyta bez sprawdzenia wiarygodności informacji. Natknąłem się na bardzo ciekawą analizę, która jak nic potwierdza to o czym pisałem.

Szczerze przyznam, że wyniki analizy mogą szokować i właśnie dlatego postanowiłem o tym napisać.

W tegorocznym wydaniu BMC Public Health, trzech naukowców z University of Sheffield opublikowało artykuł w którym wzięto pod lupę informacje zawarte w popularnym na całym świecie czasopiśmie dla mężczyzn. Tytuł artykułu (tłumaczeni własne) brzmi: "Analiza treści porad dietetycznych zawartych w magazynie Men's Health". Analizie poddano artykuły o tematyce nawiązującej do diety (budowanie mięśni, odchudzanie, kontrola wagi) pochodzące z 11 numerów magazynu wydanych w 2009r.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj9Go15YSVeoepgOmszbrWvaoTfD2ECYorEklxWP2Vi5b9F60AoM5i1sx597PZRXMP4eDuatEb_k4bpesDnui-uByczdLnptktfw50X7XQh7IW11q-QuH4a7MeIVxjx8yPHfd48NSOiubo/s400/cherry+on+top.jpg
Co się okazało?

Treść artykułów napisana na bazie badań naukowych dotyczących diety i odżywiania pozostawiała wiele do życzenia. Co więcej, okazało się, że porady dietetyczne zawarte w magazynie nie mogą przyczynić się do poprawy zdrowia! We wnioskach z badania czytamy, że "słaby przekaz informacji żywieniowych nie leży w interesie dobra publicznego i nie może przynieść żadnych korzyści". To co znajdziesz w artykułach MH jest w najlepszym wypadku bardzo dużym uproszczeniem tego, co można przeczytać w badaniach na których są oparte. Informacje wyrwane z kontekstu, które uproszczone do granic możliwości wprowadzają czytelnika w błąd. Porady można porównać do wisienki na torcie, która stanowi najsmaczniejszy kąsek dla czytelników i sama w sobie jest jedynie wyrwanym z kontekstu, nie przynoszącym żadnych korzyści wielkim uproszczeniem rzeczywistości. Przykładem mogą być badania, które mają na celu ustalenie optymalnej ilości białka w jednym posiłku. Często autorzy oryginalnego badania sami we wnioskach dodają, że podanej ilości nie można wziąć za pewnik w każdym przypadku. Nagłówki typu: "Jedz 30g białka w posiłku", stają się uproszczeniem, które tak naprawdę jest naginaniem rzeczywistości do granic możliwości. Jak dodają we wnioskach autorzy analizy, "porady zawarte w MH w sposób rażący nadużywają naukowej informacji zawartej w badaniu". Autorzy przestrzegają przed wprowadzaniem tych porad w życie.

Dlaczego o tym piszę?

Myślę, że ważne jest sprawdzanie rzetelności źródeł z których czerpiesz wiedzę na tematy tak ważne jak odżywianie czy trening. Dobre informacje pomagają, tak jak złe informacje mogą bardzo szkodzić. Eksperymentowanie na sobie samym wymaga poznanie samego siebie i różnych podjeść do treningu czy diety, tak aby znaleźć najlepsze dla siebie rozwiązania. Niestety mózg człowieka zaprogramowany jest na lenistwo, które chociaż pozwala zaoszczędzić mnóstwo energii i w ten sposób przynosi pożytek, potrafi być też bardzo groźne. Sprawdzanie źródeł wymaga wkładu energii, który niekoniecznie chcemy ponosić w danej chwili- przecież poświęciłeś już czas i energię na przeczytanie artykułu! Z kolei nie sprawdzenie rzetelności informacji, może prowadzić do straty Twojego cennego czasu albo nawet do problemów z zdrowiem. Sugeruje dobre zbadania sprawy zanim się zaangażujesz. Kiedy znajdziesz dietę, czy trening i zaczniesz wprowadzać je w życie- poczytaj. Szukaj informacji na różnych stronach, forach, w czasopismach itp. W ten sposób dobrze przygotujesz się do podjęcia wyzwania i wyrobisz sobie własne zdanie na dany temat. Może okazać się, że dieta czy trening zupełnie się dla Ciebie nie nadają i lepiej zrobisz jak poszukasz czegoś innego. Zaoszczędzisz czas i energię, które w innym wypadku straciłbyś na przekonanie się na w własnej skórze, że to nie w ogóle nie jest dla Ciebie. Co gorsze, poświęconego czasu już nie odzyskasz. Edukacja jest odpowiedzią na pytanie dlaczego nie osiągasz zamierzonych rezultatów albo stoisz w miejscu pomimo stosowaniu diety i wymyślnych treningów. Sprawdzaj od czasu do czasu czy to co czytasz nie jest kompletną bzdurą, albo przekoloryzowaną rzeczywistością. Możesz podejść krytycznie do czytania swojego ulubionego czasopisma poddając go testowi i sprawdzając czy informacje w nim zawarte pomagają, czy raczej szkodzą.

Pomyśl nad tym.

Jeśli chcesz zrobić pierwszy krok, poniżej zamieszczam link do darmowej publikacji analizy na której oparłem swój tekst. Sprawdź czy aby ja nie napisałem jakichś kompletnych głupot!

Toni M. Cook, Jean M. Russell, Margo E Barker, Dietary advice for muscularity, leanness and weight control in Men’s Health magazine: a content analysis.

Koks i Moc!

poniedziałek, 13 października 2014

Zapraszam na kawę!

Jeśli jeszcze dzisiaj nie piłeś kawy, idź i zrób sobie. Jeśli już piłeś- to idź zrób sobie następną.


Pić czy nie pić? Oto jest pytanie!

Oczywiście, że pić! I to nie jedną, nie dwie, a nawet do sześciu filiżanek dziennie! Myślę, że ta wiadomość ucieszy wszystkich amatorów tego wspaniałego czarnego napoju. Jeśli do tej pory zastanawiałeś się czy aby nie przesadzasz pijąc dwie kawy dziennie, bądź spokojny. Nie ma obaw. Badacze z światowej sławy Harvard School of Public Health Department of Nutrition nie stwierdzili związku picia sześciu filiżanek kawy ze zwiększeniem ryzyka śmierci wywołanym róznymi chorobami. Jeśli zatem wypijasz dwie, to i tak jeszcze daleko Ci do ilości wypijanych w badaniu- a i wypijanie takich ilości nie skutkowało niczym złym.

Picie kawy jest dość często utożsamiane z niezdrowym nawykiem, podczas gdy University of Harvard w swoim badaniu, które zostało przeprowadzone na próbie 130 000 ochotników, nie znaleziono żadnego związku pomiędzy piciem kawy a chorobami układu krążeniowego, czy nawet rakiem i śmiercią. Warto podkreślić, że nawet u osób wypijających do sześciu kaw dziennie, nie stwierdzono podwyższonego ryzyka wystąpienia chorób. Wnioski płynące z badania mówią, że na ogólnej populacji nie stwierdzono związku picia kawy z negatywnym oddziaływaniem na ogólny stan zdrowia. Zwiększone spożyci kawy jest charakterystyczne dla osób, które nie słyną z dbania o swoje zdrowie. Właśnie dlatego kawa wywołuje złe skojarzenia- zazwyczaj w głowie pojawia się obraz przepracowanego palacza odpalającego jednego papierosa od drugiego, pijącego kawę litrami.

Kiedy możesz wypijać zbyt dużo kawy?

Jeśli masz problemy z zasypianiem, czujesz się zdenerwowany i wiesz, że pijesz dużo kawy, to wtedy prawdopodobnie lepiej będzie odpuścić sobie jedną czy dwie. Warto mieć też na uwadze, że przeprowadzane badania dotyczyły czarnej kawy lub kawy z dodatkiem mleka i cukru. Naukowcy nie badali wpływu kaw-bomb-kalorycznych z dużą ilością cukru, bitej śmietany, karmelem i czekoladą. W Polsce jednak nie mamy z tym problemu. Jak wynika ze statystyk, w Polsce najwięcej wypija się kawy czarnej, ewentualnie z mlekiem i cukrem. Inne kawy spożywane są rzadziej. Porównując nasz kraj do Stanów Zjednoczonych- możemy być spokojni o przyjmowanie ton dodatkowych kalorii znajdujących się w kawie. Najlepszym wyborem jeśli chodzi o kawę, jest kawa filtrowana- najlepiej czarna, bez dodatków. Głównie chodzi o to żeby fusy z kawy nie pozostawały w filiżance kiedy pijemy. Tak jest zdecydowanie przyjemniej, no i oczywiście zdrowiej. Jeśli nie masz kawiarki lub ekspresu do kawy, polecam prosty sposób- możesz kupić papierowe filtry do ekspresu i korzystać z nich przygotowując kawę w kubku.

Picie kawy powinno być przyjemne i jeśli lubisz kawę z mlekiem i cukrem- pij taką kawę, jaką lubisz.

Inne ciekawe badania dostarczone przez Institute for Scientific information on Coffee (ISIC), który jest instytucją non-profit, również wskazuje na liczne korzyści związane z piciem kawy. Z szeregu badań dotyczących różnych spożycia kawy, opiszę te, które mają bezpośredni wpływ na trening i sylwetkę.

Kofeina zawarta w kawie wspomaga Twój trening.

Nie jest nowością, informacja, ze kawa, a raczej kofeina podnosi wydajność w trakcie wykonywania ćwiczeń fizycznych. Kofeina zmniejsza ból mięśni, który występuje podczas wysiłku fizycznego, co sprawia, że możesz trenować dłużej, lub bardziej intensywnie. Kofeina najprawdopodobniej wywiera swoje działanie na zwiększone wytwarzania adrenaliny, która stymuluje wytwarzanie energii i poprawia dopływ krwi do mięśni i serca. International Society of Sports Nutrition w 2010 wydało oświadczenia w którym można przeczytać, że "kofeina wspomaga wykonywanie sportu".


Kofeina wspomaga Twój mózg.

Kofeina ma również duży wpływ na funkcjonowanie mózgu. Istnieją przekonywujące dowody na to, że umiarkowane spożycie kofeiny przyczynia się do poprawy czujności i koncentracji. Dodatkowo badania przeprowadzone nad wpływem kofeiny na mózg metodą mapowania, nie wykazały wzorców podobnych przy uzależnieniach. Spożywanie kawy nie wywołuje zatem zależności od kofeiny, czyli picie kawy nie uzależnia. Już spożycie 75mg kofeiny, które znajduje się w przeciętnej filiżance kawy, podnosi czujność i koncentrację. Mayo Clinic, międzynarodowa instytucja non-profit, wskazuje w swoich najnowszych doniesieniach, ze wypijanie do 400mg kofeiny jest bezpieczne dla przeciętnej dorosłej, zdrowej osoby. łatwo można policzyć, że 400mg kofeiny, to ok. 5 kaw. Dla Twojej pewności, że nie wypijasz więcej niż powinieneś, poniżej zamieszczam rodzaje kaw i odpowiadające im wartości kofeiny.
  • kawa parzona (robusta): ok. 240ml, 90- 200mg,
  • kawa parzona (arabica): ok. 240ml, 75- 150mg,
  • espresso: ok. 30ml, 47- 75mg,
  • kawa rozpuszczalna: ok. 240ml, 27- 137mg,
  • late lub mocha: ok. 240ml, 63- 175mg.
Rozbieżności w ilości kofeiny są dość duże. Myślę, że można to tłumaczyć sposobem przyrządzania i ilością używanej kawy. Jeśli robisz sobie słabą kawę, to myślę, że możesz brać wartość minimalną dla danego rodzaju. Jeśli lubisz mocną kawę i sypiesz jej więcej, weź górną wartość graniczną.

Jak się okazuje- nie taki diabeł straszny! Mało tego, picie kawy może mieć pozytywny wpływ na Twój organizm. Badania potwierdzają, że umiarkowane spożycie kawy, a raczej kofeiny zawartej w kawie, może nieść ze sobą szereg korzyści dla organizmu. Spożywanie kawy utożsamiane jest z niezdrowym stylem życia, co rzutuje na złej opinii kawy. Jeśli jednak dbasz o siebie, dobrze się odżywiasz i do tego regularnie trenujesz, dodając kawę do swojej diety wiele zyskasz.

Informacje znajdujące się we wpisie w głównej mierze oparłem na informacjach pochodzących ze stron:

Harvard School of Public Health Department of Nutrition
Mayo Clinic
Institute for Scientific information on Coffee

Po więcej informacji zapraszam na powyższe strony internetowe.

Koks i Moc!

niedziela, 12 października 2014

Kefir- napój bogów

Tytułem wstępu do niniejszego postu chciałem przedstawić własny przekład tekstu Biblii Tysiąclecia opisujący Cud w Kanie Galilejskie, gdzie Jezus przemienił wodę w kefir, ale zrezygnowałem żeby nikogo nie urazić.

A tak zupełnie poważnie, kefir o którym będzie mowa w niniejszym wpisie, w pełni zasługuje na swoje miejsce na blogu. Zwyczajnie nie zniósłbym myśli, że nie napisałem nic o tym wspaniałym eliksirze!

Kefir

Kefir jest lekko musującym napojem wyprodukowanym z mleka fermentowanego. Kefir zawiera charakterystyczną tylko dla siebie mikroflorę ziaren kefirowych. Ziarna kefirowe, inaczej grzybki kefirowe, są to naturalne skupiska populacji mikroorganizmów żyjących we wzajemnej symbiozie. Różne społeczności ludzkie używają grzybków kefirowych do wytwarzania musującego napoju mlecznego- czyli kefiru.

Kefir zaliczany jest do produktów mleczarskich o najwyższych właściwościach odżywczych i najstarszych w grupie mlecznych napojów fermentowanych. Kefir jest naturalnym probiotykiem, czyli specjalnie wyselekcjonowanymi żywymi kulturami bakterii, których zadaniem jest działanie na korzyść układu pokarmowego. W masowej produkcji używane są właśnie kultury bakterii zamiast ziaren kefirowych.

Warto dodać, że nazwa kefir (podobno) pochodzi od dwóch tureckich słów oznaczających "radość" i "mleczna pianka".

Pominę to co mniej ważne, żeby przejść do tego co najważniejsze- czyli do wpływu kefiru na Twój organizm. Dla zainteresowanych pochodzeniem i historią kefiru- odsyłam do szukania informacji na własną rękę.

Picie kefiru przyczynia się do usprawniania przyswajania białka i wapnia. Myślę, że zgodzisz się ze mną, że już samo to przemawia za dołączeniem go do swojej regularnej diety. To w jaki sposób Twój organizm przyswaja dostarczane białka ma wpływ na to jak szybko budujesz mięśnie. Przyswajanie wapnia ma wpływ między innymi na mocne kości, sprawne mięśnie, odprężone nerwy i lepszy sen. Picie kefiru obniża ciśnienie krwi co również ma wiele korzyści dla organizmu. Wysokie ciśnienie krwi może prowadzić do nieodwracalnych negatywnych skutków takich jak na przykład zawał serca. Picie kefiru jest również utożsamiane z mniejszym poziomem cholesterolu, który gdy zbyt wysoki, może prowadzić do chorób takich jak między innymi miażdżyca, czy innych chorób układu krążenia. Dodatkowo kefir posiada zdolność do rozkładania związków rakotwórczych przyswajanych przez organizm wraz z żywnością. Jeśli masz problem z przyswajaniem laktozy (cukier prosty pochodzący z mleka), mam dobrą wiadomość, kefir w wyniku procesu fermentacji traci prawie cały cukier mleczny. Możesz zatem bez obaw sięgnąć po kefir i cieszyć się jego wspaniałym smakiem i dobroczynnym wpływem na organizm. Kefir posiada również właściwości antybiotyczne, które hamują rozwój bakterii w układzie pokarmowym. Pijąc kefir dostarczasz również cenne witaminy z grupy B, których organizm sam nie wytwarza, a które są odpowiedzialne za między innymi prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego.

Musisz przyznać, że to całkiem nieźle jak na jeden produkt spożywczy, który jest ławo dostępny w Polsce. Kefir znajdziesz na każdej półce z nabiałem.

Na marginesie dodam, że kefir staje się bardzo popularny w Stanach Zjednoczonych. Świadczy o tym lista badań przeprowadzanych przez amerykańskie placówki naukowe, oraz moja osobista obserwacja. Widziałem kefir w różnego rodzaju sklepach ze zdrową żywnością i sklepach z jogurtami. Kefir zajmował często kluczowe miejsce w hierarchii sprzedawanych produktów, a za dodatkową porcję kefiru w szejkach itp. trzeba słono dopłacić. Jeśli mieszkasz w Polsce, to jesteś w zdecydowanie lepszym położeniu jeśli chodzi o dostępność kefiru. Dodam, że nasz kefir jest zdecydowanie lepszy w smaku.

Następnym razem kiedy będziesz przechodził koło sklepowej półki z jogurtami i nabiałem, pamiętaj o kefirze. Miej na uwadze całą masę korzyści z nim związanych.

A to mój specjalny posiłek- z kefirem w roli głównej oczywiście!



Koks i Moc!